Płachta Nieba
Rozpostarta płachta nieba zawsze daje, to co trzeba;
przez te płachtę pod sam kręgosłup prześwituje cała wiedza;
kiedy zbieram z niej bez wahań-zwykle trafiam w to,co czuję,
jeśli mniej premedytuję,jeśli mniej kalkuluję...w życiu!
Nie muszę tu być,lecz cieszę się,gdy czasem jestem,gdy czasem jestem...
Chociaż nie muszę stąd iść poki co...też cieszę się,gdy czasem jestem...z dala.
Ja chcę nie musieć nic,bo tylko wtedy coś potrafię...
...kiedy nie muszę nic-potrafię musieć żyć na jawie i uczyć się kochać...
...tę płachtę nieba,co zawsze daje to,co potrzeba;
przez tę płachtę pod sam kręgosłup prześwituje sama wiedza;
kiedy zbieram z niej bez wahań-zwykle trafiam w to,co czuję,
jeśli mniej premedytuję,jeśli mniej kalkuluję...w życiu.
W przymusie żyć,to być skazanym na marzenia;
gdy zmuszać chcę kogoś do czegoś,to chyba właśnie chcę przed własnym lękiem uciec;
ale gdzie tu zwiewać,gdzie?
Na tym świecie i w tym ciele...gdzie tu zwiewać gdzie?...no gdzie?
Gdy muszę kpić,to chyba znak,że na to z czego kpię-sił już nie mam,sił już mi brak;
ja chyba muszę nie musieć nic i wtedy wiem,co naprawdę muszę,co naprawdę muszę...
...a czego nie...
Jacek Kleyff
sobota, 14 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz